Napastnicy reprezentacji Polski, czyli kadrowe status quo


Od 2021 roku brakuje w barwach „Biało-czerwonych” nowych snajperów

25 marca 2026 Napastnicy reprezentacji Polski, czyli kadrowe status quo
Marcin Karczewski / PressFocus

Wszyscy dobrze wiemy, że w najbliższych meczach kadry narodowej na szpicy zagra Robert Lewandowski. Kapitan „Biało-czerwonych” ma wciąż wielkie znaczenie dla naszej drużyny, ale martwi nas coś innego. Napastnicy reprezentacji Polski to te same nazwiska, ciągle od pięciu lat! Brakuje nam świeżości na tej pozycji? A może selekcjoner woli stawiać na te same nazwiska? Odpowiedzi na te pytania nie są takie proste.


Udostępnij na Udostępnij na

Jeżeli popatrzymy na listę powołanych kadrowiczów przez Jana Urbana, to w jednej rubryce nie ma wielkich zmian. Napastnicy reprezentacji Polski to od kilku lat te same nazwiska. Do tego grona zaliczamy Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka, Karola Świderskiego i Adama Buksę. Rozszerzając tę listę o Arkadiusza Milika, który ostatnie dwa lata nie grał z powodu kontuzji, to wychodzi nam na to, że ta pozycja została „zamrożona”.

Patrząc na przeszłość, wcześniejszych selekcjonerów i listę reprezentantów Polski, to ostatni raz ktoś z napastników spoza wyżej wymienionej piątki był powołany… pięć lat temu. Czy faktycznie mamy taki duży problem ze snajperami w naszym kraju? Czy Jan Urban nie ma za wiele nowych opcji? Jak długo musimy czekać na nowych kadrowiczów w linii ataku? Postaramy odpowiedzieć się na te wszystkie pytania.

Napastnicy reprezentacji Polski to tylko czwórka pewniaków?

Niezależnie z kim gra reprezentacja Polski, to wszyscy wiemy dobrze jedno. W ataku zagra Robert Lewandowski, bo niezwykle rzadko zdarzało się, że kapitan nie był do dyspozycji selekcjonera. Dyskusje zaczynały się o ewentualnego partnera do ataku lub grę tylko z napastnikiem Barcelony z przodu. 37-latek nieco zabetonował tę pozycję w kadrze narodowej, ale przez lata nie było nikogo, kto mógłby mu zagrozić. W końcu mówimy o jednym z najlepszych snajperów na świecie i w historii polskiej piłki nożnej. Nieubłaganie jego kariera zmierza do końca i zaczynamy się zastanawiać nad ewentualnymi następcami.

Od pięciu lat w ataku kręcimy się wokół pięciu nazwisk. Poza naszym kapitanem najlepiej w drużynie narodowej wyglądał Arkadiusz Milik, ale on walczył z kontuzjami przez ostatnie dwa lata. Karol Świderski zawsze był tym najbardziej walczącym napastnikiem, który zaliczał dobre i słabsze momenty. Krzysztof Piątek miał mocne wejście, a w ostatnich latach strzelał dużo w piłce klubowej. Niestety do końca nie przekładał tej formy na szczebel piłki reprezentacyjnej. Adam Buksa to również piłkarz solidny w reprezentacji, mający momenty, ale w ostatnich latach często łapiący drobne urazy.

Mimo różnych dyspozycji powyższych zawodników każdy z selekcjonerów trzymał się tych samych napastników reprezentacji Polski. To nie jest przypadek, że od tylu lat w kadrze narodowej mamy te same postacie. Brakuje nam świeżości i kogoś, kto mógłby wnieść coś nowego. Były przymiarki, ale one skończyły się w… 2021 roku. Jeżeli awansujemy na mundial, to ta hierarchia nie ulegnie zmianie. Ten problem był dostrzegany już rok temu, a czy zmieniło się coś w naszej polskiej piłce przez ten czas?

Tylko jedno zagraniczne objawienie?

Analizując kluby zagraniczne, to poza żelazną czwórką nie mamy tak wiele opcji do wyboru. Cieszy nas to, że do tej kadry może wrócić Arkadiusz Milik. Jednak trzeba też popatrzeć na metrykę napastnika Juventusu, który ma już 32 lata na karku. To nie będzie odświeżenie dla reprezentacji Polski. Czy faktycznie mamy taką „biedę” za granicą Polski? Brakuje nam opcji? Zapytaliśmy o nie Tomasza Hatty, naszego redakcyjnego kolegi, który specjalizuje się w śledzeniu Polaków w klubach zagranicznych.

Bardzo mi się nie podoba ten fakt, że kolejny selekcjoner jest zamknięty na nowych zawodników do ataku reprezentacji Polski.Tomasz Hatta dla iGol.pl

W ataku oczywiście nie mamy jakiegoś wielkiego wyboru, ale jeżeli spojrzymy na Polaków występujących za granicą – od razu na myśl przychodzi Mateusz Żukowski. Jeżeli chłopak jest w takim gazie i dodatkowo jest wiceliderem klasyfikacji strzelców 2. Bundesligi, to w mojej opinii powinien się znaleźć wśród powołanych. Nawet jeżeli będzie trzeci/czwarty do gry, to zawsze daje jakąś ciekawą opcję. Dodatkowo może w ataku zagrać na kilku pozycjach, co może pozwolić reagować na różne boiskowe wydarzenia. Drugą opcją na dziś jest Adrian Benedyczak, który odżył w Kasimpasie. Süper Lig leży naszym zawodnikom, co już pokazali wcześniej Buksa i Piątek. Ma bardzo udane tygodnie i warto mieć go na uwadze. Na dziś pewnie bardziej zasłużył Żukowski, ale Benedyczak również daje uniwersalność w ataku, bo gra w Turcji na szpicy i na skrzydle.

W tym roku w kontekście potencjalnych nowych kadrowiczów do linii ataku najgłośniej jest o Mateuszu Żukowskim. Patrząc na jego liczby i obecną formę, to powinien zasłużyć na pokazanie się na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Jest ciekawym przypadkiem, bo musiał zawędrować do 2. Bundesligi i zmienić pozycję, aby wreszcie wystrzelić z formą. Tutaj przypomina się nieco przypadek Dawida Kownackiego. Jeszcze nie tak dawno temu odżył on w Fortunie Düsseldorf, dla której strzelał wiele goli. Dla ówczesnego selekcjonera to było za mało, a gole zdobywane na zapleczu Bundesligi nie przekonały do powołania. Czyżby historia znowu się powtórzyła? A może Jan Urban nie chciał nowych nazwisk na tak ważne zgrupowanie.

Z zagranicznych nowych opcji na teraz wydaje się, że jest odpowiednia tylko jedna – Mateusz Żukowski. Na razie napastnik Magdeburga musi uzbroić się w cierpliwość, bo jeszcze nie przekonał do siebie selekcjonera na 100%. Problem jest taki, że nawet nasz ekspert nie dostrzega wielu odpowiednich napastników w klubach zagranicznych, co może nieco martwić w kontekście przyszłości „Biało-czerwonych”.

PKO Ekstraklasa za słaba dla selekcjonera…

Po ogłoszeniu listy powołanych Jan Urban pojawił się w Kanale Zero. Odbył w nim rozmowę z Krzysztofem Stanowskim, który zadał selekcjonerowi wiele ciekawych pytań. Wśród nich pojawiło się te o ocenę poziomu PKO Ekstraklasy. Selekcjoner odpowiedział następująco: – Nie jest najwyższy. W tamtym roku mówiłem, obyśmy co roku mieli dwie drużyny w ćwierćfinale Ligi Konferencji. Dzisiaj nie mamy […]. Tak, idzie do przodu nasza Ekstraklasa. Jednak jeżeli zobaczysz dobre ligi, to zdajesz sobie sprawę z tego, że jeszcze brakuje nam dużo do tych najlepszych.

To prawda, musimy zgodzić się z naszym selekcjonerem. PKO Ekstraklasa cały czas idzie do przodu, co było widać w tym sezonie. Nasze kluby potrafią rywalizować z czołowymi zespołami z lig z podobnego poziomu. Pojawiają się problemy kiedy gramy z ekipami z czołowych lig europejskich oraz z tymi ze słabszych lig, które mają większe doświadczenie w grze w europejskich pucharach. Potrzebujemy jeszcze chwilę czasu na to, aby nasz liga mocniej urosła. To też sprawia, że i na naszym rodzimym podwórku jest trudniej poszukać nowych kadrowiczów. A jeżeli spojrzymy na napastników, to sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Czy da się znaleźć u nas odpowiednich kandydatów? Zapytaliśmy o to Jana Ekwińskiego, który w naszej redakcji śledzi polskie rozgrywki ligowe.

Niestety akurat na pozycji napastnika w Ekstraklasie mamy wyjątkowy nieurodzaj od kilku lat, bo o sile polskiej ligi stanowią stranieri. Tacy piłkarze jak Pululu, Bobcek, Ishak (i zanim odeszli to jeszcze Koulouris czy Exposito) znacząco przewyższają umiejętnościami i instynktem strzeleckim nasze krajowe produkty.Jan Ekwiński dla iGol.pl

Tak uczciwie, z polskich lig na ten moment widziałbym tylko trzy nazwiska: dwa z Ekstraklasy i potencjalnie (podkreślę, potencjalnie) jedno z 1. Ligi. Karol Czubak, który szybko podniósł się po nieudanej przygodzie w Belgii i teraz bije się o koronę strzelców. Dobry w pojedynkach powietrznych, dochodzący do wielu sytuacji podbramkowych, potrafi również je wypracować kolegom. Na drugim miejscu wskazałbym natomiast Sebastiana Bergiera. Jako jeden z nielicznych Widzewiaków może o sobie powiedzieć, że „nie daje ciała”. Bez niego Widzew byłby niżej nawet od Bruk-Betu. Jego olbrzymim atutem jest to, że pomimo skąpej ilości strzałów oraz sytuacji, bezlitośnie zamienia je na gole. To spory atut i ciekawa alternatywa za takiego Piątka.

W pierwszej lidze łatwiej o polskiego napastnika, od dwóch sezonów w czołówce jest choćby Daniel Stanclik czy Przemysław Banaszak. Jednak co oczywiste, z racji na niższy poziom sportowy, raczej nikt nie będzie hurtowo przebierał w zawodnikach z niższych lig. Jednak, gdybym miał zdecydować się na jednego piłkarza, to wziąłbym faceta, który już od dawna swoim poziomem piłkarskim pasuje do gry w Ekstraklasie i którego na pewno w przyszłym sezonie w tejże Ekstraklasie ujrzymy. Mam na myśli Łukasza Zjawińskiego, który zarówno w tym jak i w ubiegłym sezonie stanowi blisko 50% arsenału ofensywnego Polonii Warszawa.

Nasz redakcyjny kolega musiał szukać opcji w 1. lidze. To najlepiej pokazuje, że aktualnie nawet na naszym rodzimym podwórku trudno jest znaleźć odpowiedni polski kaliber, który mógłby znaleźć się na szerokiej liście powołań. Najbliżej wydaje się być faktycznie Karol Czubak, któremu nie możemy odmówić instynktu strzeleckiego. Ma on na sobie grubą rysę, bo odbił się w dość słabym belgijskim klubie. To w jakiś sposób może podważyć potencjalne powołanie, choć nie można go jeszcze całkiem skreślać. Zwłaszcza patrząc na to, że mamy naprawdę mało opcji.

Na pomoc napastnicy reprezentacji Polski U-21? Tutaj jest jeszcze gorzej…

Często młodzieżówka jest polem sprawdzającym na arenie międzynarodowej, a wyróżniający się piłkarze z drużyn młodzieżowych mają wzmocnić zespół seniorski. Mamy w tej chwili debiutanta w postaci rewelacyjnego Oskara Pietuszewskiego, którego domagali się eksperci i kibice. 17-latek zasłużył na powołanie, ale nie jest on jedyną postacią wyróżniającą się w reprezentacji U-21. Już teraz trwają dyskusje na temat innych graczy, których wielu chciałoby już teraz zobaczyć w dorosłej kadrze narodowej. Ale to temat na osobny artykuł, który przeczytacie na naszej stronie.

Polska U-21: Kandydaci do pierwszej reprezentacji powołani raptem do młodzieżówki

Problem jest w tym, że w młodzieżówce znajdziemy wielu ciekawych zawodników, którzy w przyszłości mogą być ważnymi elementami dorosłej reprezentacji Polski, ale trudno znaleźć takich pośród typowych snajperów. Jak z tym faktycznie jest? Zapytaliśmy o to Kacpra Dudziaka, który regularnie obserwuje drużynę U-21.

Drużyna Jerzego Brzęczka niespodziewanie notuje spektakularne wyniki. Sześć zwycięstw w sześciu meczach to wspaniały rezultat, a jeszcze bardziej zdumiewający jest bilans bramkowy — 18:1. Niestety, tylko trzy gole strzelili zawodnicy na pozycji napastnika…Kacper Dudziak dla iGol.pl

Spośród graczy mogących grać na szpicy w kadrze U-21 trzeba wyróżnić trzy nazwiska. Pierwsze, Marcel Reguła – choć nie jest nominalnym napastnikiem. W tym sezonie w barwach wicelidera ekstraklasy — Zagłębia Lubin — strzelił pięć goli i zaliczył cztery asysty. Pięć spotkań – z 17 możliwych – rozegrał na pozycji numer 9. Na ten moment jest mało realne, aby zapowiadał się na solidną „dziewiątkę”, bo częściej gra na innych pozycjach. Choć to rocznik 2006 i jeszcze wszystko przed nim. Drugie, Wiktor Bogacz, który za niespełna cztery miesiące skończy 22 lata. Trudno mówić tu o jakkolwiek ukształtowanym zawodniku, ze względu na jego zdrowie. W New York Red Bull przez cały rok kalendarzowy 2025 uzbierał raptem 700 minut i strzelił trzy bramki. W lutym bieżącego roku trafił na wypożyczenie do Cracovii, a aktualnie leczy kontuzję. Zdrowie to jego największy problem.

Na problemach Wiktora Bogacza, zyskać może trzecie nazwisko – Daniel Mikołajewski, powołany w miejsce kontuzjowanego piłkarza Cracovii. Notuje on znakomity sezon w szkółce włoskiej Parmy. W rozgrywkach Primavery strzelił już 16 goli i zanotował trzy asysty. Jednak jakby nie patrzeć mówimy tu o futbolu młodzieżowym. I to w kontekście 20-latka. Jeśli ten piłkarz chce w przyszłości być pierwszym napastnikiem seniorskiej reprezentacji Polski, musi jak najszybciej przerzucić się na seniorskie granie. Jak na razie mimo świetnych występów młodzieżowych, ciężko w tym momencie mówić o szansach na pierwszą reprezentację.

W przeszłości naturalną drogą dla Dawida Kownackiego, Adama Buksy, Krzysztofa Piątka i Karola Świderskiego było przejście z młodzieżówki do kadry A. Ci zawodnicy szli szczeblami drużyn młodzieżowych, aż trafili do głównej reprezentacji. Niestety na ten moment nie dostrzegamy w zespole U-21 piłkarza, który mógłby wkrótce zasilić drużynę Jana Urbana. Na pewno nie będzie miało to miejsca w tym roku…

Skazani na czwórkę, w porywach na piątkę? Są dwa scenariusze

Na ten moment i przy ewentualnym awansie do mistrzostw świata zapewne niewiele się zmieni. Selekcjoner jest skazany na czwórkę pewniaków, którzy od lat są w kadrze. Ewentualnie może się rozszerzyć o piątego w postaci Arkadiusza Milika. O ile ten zdoła uzyskać odpowiednią formę przed końcem sezonu, no i dopisze mu zdrowie. Nasz artykuł jednocześnie pokazuje, że wcale nie musi być łatwo w znalezieniu alternatyw. Przyszłość napastników reprezentacji Polski może mieć dwa scenariusze.

Pierwszy zakłada, że jeszcze w tym roku może pojawić się nowe nazwisko pośród atakujących. Jeżeli Mateusz Żukowski i Karol Czubak będą utrzymywali formę strzelecką, to któryś może w końcu dostać swoją szansę. Prawdopodobnie nieco bliżej powołania jest napastnik Magdeburga, który sprawdza się w 2. Bundeslidze. Snajper Motoru Lublin był krótko w Belgii, ale tam w zasadzie nie zaistniał. Jemu może być nieco trudniej o zdobycie uznania selekcjonera. Na pewno pomóc w nim może okazały dorobek strzelecki w PKO Ekstraklasie. Warunkiem dla obu tych zawodników jest utrzymanie dyspozycji strzeleckiej. Tylko to może sprawić, że w końcu i Jan Urban im ulegnie.

Drugi jest nieco pesymistyczny, bo jest dużą niewiadomą. Jest to scenariusz, który już rok temu był wskazywany przez wielu ekspertów. A mianowicie chodzi o to, że musimy… poczekać, aż ktoś się objawi. Jeszcze rok temu mało kto zakładał, że Oskar Pietuszewski znajdzie się w dorosłej reprezentacji Polski. Może polska piłka nożna potrzebuje jeszcze poczekać na swojego nowego snajpera spośród zawodników młodych, którzy będą się dopiero przebijać do seniorskiego futbolu. Jednak ten scenariusz może potrwać dłużej niż 365 dni, bo aktualna kadra U-21 nie ma pośród powołanych godnej uwagi „dziewiątki”.

Z jednej strony nieco smuci nas to, że od lat nie może znaleźć się nikt nowy do ataku, kto mógłby zostać sprawdzony w reprezentacji Polski. Z drugiej strony na ten moment Robert Lewandowski nie deklaruje chęci przejścia na emeryturę, a jego zmiennicy – choć w chwiejnych formach – są już dobrze zaznajomieni z piłką reprezentacyjną i potrafią dać coś ekstra od siebie tej drużynie. To sprawia, że ten problem świeżości pośród polskich snajperów nie jest palącym problemem. Przynajmniej w tym momencie, ale jak długo będziemy go przemilczać? Na ten moment liczy się tu i teraz, czyli wygranie barażów i awans na mistrzostwa świata. Później będziemy martwić się o nowych kadrowiczów. Choć ten problem zostanie gdzieś z tyłu głowy.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze